Dwudziestoosobowa grupa ze Stowarzyszenia Morsy i Foczki ze Wschowy wzięła udział w 23. Zlocie Morsów w Mielnie. W niedzielę (8 lutego) 6797 osób weszło do Bałtyku o temperaturze 0 stopni Celsjusza. Tegoroczne hasło imprezy brzmiało "Samba de Mielno".
Grupę mieszkańców gminy Wschowa poprowadzili Monika i Krzysztof Rycielscy. Stowarzyszenie Morsy i Foczki, które na co dzień organizuje własne zloty nad jeziorem w Lginiu, tym razem wybrało się na największą tego typu imprezę w Polsce.
Przypomnijmy, że w styczniu 2026 roku stowarzyszenie zorganizowało w Lginiu czwarty zlot, w którym wzięło udział blisko 400 osób z całego regionu.
Zlot trwał kilka dni. Od czwartku Mielno żyło morsowaniem. Ale to finałowa, niedzielna parada 8 lutego przyciągnęła tłumy. Ulice wypełniły się przebranymi w kolorowe stroje uczestnikami, którzy przeszli przez miasto w rytmie samby. Pióra, muzyka i taniec - klimat brazylijskiego karnawału na polskim wybrzeżu.
Potem szybka rozgrzewka na plaży i punktualnie o godzinie 12:00 wszyscy ruszyli do wody.
Na plaży w Mielnie stawiło się 6797 morsów. Reprezentowali setki klubów z Polski i z zagranicy. Bałtyk miał 0 stopni Celsjusza. Dla doświadczonych morsów - żadne wyzwanie.
Wspólne wejście do morza to główny punkt programu każdego zlotu. Widok tysięcy osób zanurzających się jednocześnie w lodowatej wodzie przyciągnął na nabrzeże rzesze turystów.
Poza samą kąpielą organizatorzy przygotowali bogaty program wydarzeń towarzyszących. Odbyły się biegi plażowe, warsztaty i animacje. Dla najwytrwalszych - zawody „strong mors" i morsmagedon. Wieczorami uczestnicy bawili się na wielkim balu.
Komentarze 1